Burza w szklance mleka

Burza w szklance mleka
Mieliśmy być krajem mlekiem płynącym, w którym eksporterzy produktów nabiałowych zbijaliby fortuny. Po kilku dobrych latach piękny sen się skończył i grozi nam prawdziwa mleczna powódź. W ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy drastycznie wyhamowała dynamika eksportu. Jednocześnie tylko w ciągu trzech pierwszych kwartałów zeszłego roku import serów, jogurtów i masła wzrósł aż o 39 procent! Co czeka polską branże nabiałową?

Jeśli ostatnio ktoś na rozwijającym się rynku FMCG może mówić o pechu, to są to producenci nabiału. Powoli zaczynają topić się we własnej produkcji. Powód? Rozbudowana konkurencja i narastające problemy z eksportem.

- Po dwóch latach spektakularnej dynamiki eksportu, przestał on być opłacalny dzięki utrzymywaniu wysokiego kursu złotego – mówi Zbigniew Kalinowski, prezes OSM Piątnica.

Na domiar złego polscy mleczarze nie mogą też liczyć na pomoc swoich rodaków. Spożycie nabiału w Polsce wciąż znacząco odbiega od standardów europejskich w związku z czym nie dajemy zarobić producentom jogurtów czy masła. Mimo to producenci starają się być optymistami.

- Przewidujemy, że tendencja spadkowa ulegnie zmianie. Być może podczas gdy wcześniej eksportowaliśmy więcej półproduktów, teraz uda nam się sprzedawać więcej gotowych artykułów – dodaje Kalinowski. Wierzy on, że eksport może stać się dla polskich mleczarzy bardziej opłacalny po wejściu do strefy euro ale pod warunkiem korzystnego kursu złotego przyjętego w momencie akcesji do strefy wspólnej waluty. Na ten moment trzeba będzie jednak poczekać.

Sylwia Krzewińska
Z przeglądu prasy…

Sylwia Krzewińska, Marketing/PR Manager, PRESS-SERVICE Monitoring Mediów

Rok 2006 obfitował w wiele zmian w mleczarstwie. Charakter większości z nich wpłynął na niekorzystne notowania branży. Przede wszystkim obserwujemy ciągły spadek dynamiki eksportu, który rozpoczął się od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Statystyki co prawda informują nas, że obecnie wysyłamy do 80 proc. więcej produktów mlecznych niż przed przystąpieniem do Unii Europejskiej, ale to wciąż za mało, by osiągnąć zadowalającą dynamikę. Niestety stawiane prognozy nie wskazują, by w najbliższym czasie mogło się to zmienić. Od momentu, gdy Rosja wprowadziła podwójną kontrolę na polskie produkty mleczne, nasze mleczarstwo stanęło w obliczu dodatkowych trudności. Mimo wszystko producenci podporządkowują się im, licząc na to, że dzięki spełnieniu rosyjskich żądań unikniemy całkowitego zablokowania eksportu.

Dodatkowo obserwujemy w Polsce spadek liczby producentów produktów mleczarskich. W ciągu ostatnich kilku lat ubyło ich ok. 20 procent i wszystko wskazuje na to, że tendencja ta w najbliższych latach się utrzyma. Najszybciej z produkcji mleka zrezygnują małe gospodarstwa, gdyż trudno im będzie sprostać wymogom unijnym. Wygląda na to, że nasz rynek mleka jest w kryzysie co w konsekwencji doprowadzi do poważnych zmian w strukturach branży. Ten rok, to dzwonek alarmowy dla mleczarzy, ponieważ tempo wzrostu importu jest szalone. Polscy producenci stają przed koniecznością walki konkurencyjnej z silnymi przeciwnikami. Muszą więc pilnie znaleźć sposób na rozwój branży. Nasze największe mleczarnie są bowiem daleko w tyle za unijnymi liderami.

Siła w koncernach

W obecnej sytuacji zdecyodwanie lepiej radzą sobie zakłady należące do dużych międzynarodowych koncernów. Wahania na jednym z rynków nie są dla nich groźne gdy w kilku innych krajach, gdzie prowadzą działalność interesy idą świetnie.

- Hochland jako organizacja międzynarodowa - ma swoje autonomicznie funkcjonujące zakłady w Niemczech, Polsce, Francji, Hiszpanii, Rumunii, Rosji, Szwajcarii. Stąd w naszym wypadku wyhamowanie dynamiki eksportu nie wiąże się z większymi konsekwencjami – mówi Jacek Wyrzykiewicz, PR & Trade Marketing Manager w Hochland Polska.

Jak twierdzi, mijający rok to dla Hochland Polska wręcz duży sukces.

- Mamy dwucyfrowy przyrost sprzedaży bo relatywnie najwięcej zarabiamy na eksporcie bo ceny w Polsce raczej spadają – zauważa Wyrzykiewicz.

Wszyscy są jednak zgodni. Sytuację na polskim rynku nabiałowym możemy naprawić sami jedząc więcej serów i jogurtów czy masła. Zdaniem specjalistów w naszyh żołądkach są jeszcze spore rezerwy. Uruchomione pozwolą przetrwać wielu słabszym graczom mlecznego biznesu. Jak tego jednak dokonać?

Pijcie mleko! Sprzedamy więcej!

Zdaniem prezesa OSM Piątnica należałoby lepiej zadbać o promocję produktów lecz nie poszczególnych marek ale całej grupy. Jak brzmi jego recepta?

- Promocja polskich produktów mleczarskich będzie wystarczająco intensywna dopiero wtedy, gdy polskie firmy podejmą wspólne działania w kreowaniu swoich najsilniejszych marek. Koszty promocji są potężne i pojedynczy producenci nie są w stanie im podołać – potrzebna jest konsolidacja sił naszych wytwórców – uważa Zbigniew Kalinowski.

Wiele wskazuje na to, że jego marzenia się spełnią i to z nawiązką. Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich stara się o dofinansowanie z funduszy unijnych kamapnii promocyjnej. Miałaby ona wykreować modę na jedzenie produktów mlecznych. Tylko w ciagu trzech lat akcja miałaby kosztować 10 mln euro.

- Te pieniądze z pewnością się wrócą, dlatego wierzę, że uda nam się zrealizować tą kampanię – mówi Waldemar Broś, zastępca prezesa Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich.

Dobrze skonstruowana akcja reklamowa powinna jednak zaistnieć nie tylko w kraju. Jak wynika z raportu Press-Servicu monitorującego dla nas wszelkie publikacje na temat rynku nabiałowego, statystyczny mieszkaniec Europy Zachodniej nie kojarzy z Polską żadnego produktu mlecznego.

Być może zmieni się to, jeśli uda się zrealizować plan rejestracji bryndzy oraz oscypka jako produktów regionalnych. Mimo to polscy producenci wyrobów mlecznych muszą walczyć o rynek unijny poprzez obniżkę kosztów, podnoszenie jakości oraz inwestowanie w promocję na tym rynku.

Zbigniew Kalinowski
„Przyzwyczailiśmy klientów do wysokiej jakości”

Zbigniew Kalinowski, prezes OSM Piątnica

Mimo, że sytuacja na rynku jest teraz nieco trudniejsza, nie konkurujemy i nie zamierzamy konkurować z tańszymi producentami mleka. To wiązałoby się z obniżeniem jakości naszych produktów. Przy naszym profilu produkcji, zastosowaniu najnowszych i najdroższych technologii, inwestycji w zaplecze logistyczne i surowcowe nie jest to możliwe. Przyzwyczailiśmy naszych klientów do wysokiej jakości – marka Piątnica jest trzecią najsilniejszą marką z branży mleczarskiej, a to zobowiązuje - nie możemy zawieźć całej rzeszy lojalnych klientów i konsumentów.

Nasze słowiańskie gusta są zupełnie odmienne od zachodnich. Konsumujemy więcej serów białych niż żółtych – na Zachodzie panuje odwrotna tendencja - nie są popularne tradycyjne twarogi, które u nas stanowią olbrzymi segment rynku. Polacy spożywają niewielkie ilości serów pleśniowych – choć ta tendencja powoli ulega zmianie. Nawet serek wiejski cottage cheese w Polsce znany jest tylko ze słodką śmietanką a w Anglii czy Austrii z kwaśną.

W tej chwili trwa dobra koniunktura dla polskiej żywności i powinniśmy ją wykorzystać. Liczba polskich konsumentów na Zachodzie od momentu otwarcia rynków pracy liczona jest już w setkach tysięcy. Emigranci z Polski napędzają koniunkturę na polską żywność, która z powiedzeniem może konkurować ceną i jakością z zachodnimi ofertami. Zachodni konsumenci będą z ciekawości sięgać po polskie produkty. Jednak do sukcesu polskich producentów brakuje zakrojonej na wielką skalę promocji. Ta wymagała będzie podjęcia konkretnych działań reklamowych. Nasze produkty mają wiele atrybutów i z pewnością mają szansę na powodzenie.

Sila w innowacjach

Koncern Danone najwięcej punktów u polskich konsumentów zdobył dzięki projektowi: „Partnerstwo dla Zdrowia”. Jest to inicjatywa mająca na celu promowanie zdrowego odżywiania, zwłaszcza wśród dzieci. Danone, przy współpracy z Maspexem, Biedronką oraz Instytutem Matki i Dziecka opracował produkt, który stanowi pełnowartościowe śniadanie dla dzieci w wieku szkolnym: kaszkę instant na mleku o wdzięcznej nazwie „Mleczny Start”. Kaszka na razie jest dostępna tylko w promującej ten produkt sieci sklepów „Biedronka”, lecz planowane jest przyjęcie do zespołu nowych firm i poszerzenie dystrybucji.

Oprócz wprowadzania nowości, szansą na wzrost spożycia nabiału są z pewnością innowacje. Część z firm zdaje się dostrzegać ich zbawczą siłę. Znudzeni kefirami i maślankami konsumenci coraz częściej sięgają po nowości. Jeśli te im zasmakują, mają szansę stać się rynkowym hitem. Nie oszukujmy się jednak – nie jest to wcale łatwe.

Mimo to Spółdzielnia Mleczarska „Ostrołęka” wprowadziła po raz pierwszy na polski rynek mleko ESL (Extender Szelf Life). Jest to mleko o długim terminie przydatności, które w Polsce jest nowością, zaś na świecie wyznacza pewien styl zdrowego odżywiania się.

Dzięki mikrofiltracji, pasteryzacji w niskiej temperaturze oraz aseptycznym warunkom produkcji, mleko ESL zachowuje swoje najcenniejsze wartości i smak świeżego mleka prosto od krowy przez 21 dni. Czy konsumenci docenią jego smak? Na to właśnie liczy producent.

Tadeusz Nadrowski
„Mleko sprzedajemy „na pniu”

Tadeusz Nadrowski, Prezes Spółdzielni Mleczarskiej „Ostrołęka”

Tylko wysoka jakość może być źródłem wzrostu na rynku produktów nabiałowych. Jesteśmy o krok do przodu, ponieważ ostatnie lata, to okres dużych inwestycji w najnowocześniejsze technologie. Owocem tych inwestycji jest nasz najnowszy produkt - pierwsze w Polsce mleko ESL (Extended Shelf Life) Milandia. Cała produkcja tego mleka sprzedaje się „na pniu”. Obecnie dystrybucja rozwija się bardziej w Polsce Wschodniej ale wraz z uruchomieniem pełnych mocy przerobowych ruszy sprzedaż w całej Polsce.

Jesteśmy świadomi, że przed nami jeszcze ogromna i długotrwała praca, żeby przekonać rzeszę konsumentów do zalet tego typu mleka. Z tego powodu zanim rozpoczęliśmy produkcję nowego mleka ESL i śmietan w innowacyjnych opakowaniach, ogłosiliśmy przetarg na kreację nowej marki, opakowań oraz strategię wprowadzenia produktu na rynek.

Co zrobią Rumuni?

Niestety sytuacja na rynku mleka może się jeszcze pogorszyć po wejściu do Unii Europejskiej nowych krajów. Zdaniem specjalistów Rumunia i Bułgaria na razie jednak nie powinny stanowić zagrożenia.

- Kraje te muszą przejść najpierw wszelkie etapy transformacji aby w przyszłości móc konkurować z jakimkolwiek krajem spośród pozostałych członków Wspólnoty. Dopóki nie przejdą pomyślnie wszystkich etapów dostosowań do warunków ustalonych przez Wspólnotę – nie będą mogli sprzedawać swoich wyrobów poza swoje granice terytorialne – uspokaja Kalinowski.

Mimo obecnie powszechnie panujących grobowych nastrojów, znawcy rynku przewidują na najbliższe lata kilkunastoprocentowy wzrost spożycia mleka. Wytrawni gracze wiedzą, że już teraz warto zacząć przygotowania by w godzienie zero zagarnąć dla siebie jak największą częśc rynku.

Prezes OSM Piątnica uważa, że na dynamiczny wzrost będą mogly liczyć zarówno produkty codziennie spożywane – jak mleko oraz produkty z wartością dodaną. Wraz ze wzrostem siły nabywczej i trendami ku zdrowemu stylowi życia będzie rozwijał się rynek serów pleśniowych, napojów prozdrowotnych i probiotycznych, produktów innowacyjnych i funkcjonalnych.

Natomiast Hochland widzi dla siebie szanse w dalszym rozwoju rynku serów.

- W Polsce konsumpcja serów jest dużo mniejsza niż w krajach starej Unii i to wyznacza perspektywy rozwoju naszego rynku. Polski rynek serów rośnie i jest szansa, że potrwa to jeszcze jakiś czas – zauważa Jacek Wyrzykiewicz reprezentujący Hochlanda. Jego zdaniem w najbliższym czasie zagrożeniem dla rynku mogą być tzw. „marki własne”, które zaczynają zalewać sklepowe półki. Mogą one stanowić największe zagrożenie dla produktów markowych.

- Dodatkowo marki własne serów w Polsce podporządkowały się całkowicie strategii bardzo niskich cen, którą można realizować dzięki tanim recepturom i składnikom – uważa Wyrzykiewicz, a to jego zdaniem psuje gust konsumenta a co za tym idzie również cały rynek.

Żółty smakuje, topiony be…

- Rynek nabiału, w którego skład wchodzą grupy towarowe takie jak sery, jogurty, śmietana i mleko UHT charakteryzuje się istotnym wzrostem wartości sprzedaży: o 6,6 proc. porównując wrzesień 2005 – październik 2006 z analogicznym okresem roku poprzedniego, do czego przyczyniły się wszystkie wymienione kategorie – mówi Michał Madej, Analytic Consulting Executive z ACNielsen.

Najczęściej pijemy mleko krowie. Jednak w niektórych krajach przeważa użycie mleka innych gatunków zwierząt. Mleko bawole cieszy się uznaniem w Indiach, a także we Włoszech, na Węgrzech, na Bałkanach i znacznej części krajów azjatyckich. Mleko owcze pija się w większych ilościach w Hiszpanii, a przeznacza się je do wyrobu serów także we Francji i w Polsce na Podhalu. Mleka koziego używa się w basenie Morza Śródziemnego, a wielbłądzie jest popularne w niektórych krajach arabskich. W Mongolii i Kazachstanie pije się mleko kobyle. Lapończycy używają mleka reniferów, Peruwiańczycy – lamy, a ludność Tybetu – jaków.

Z opracowanych przez niego badań wynika, że rozwój rynku w dużej mierze jest generowany przez jogurty (wzrost o 8,2 proc.) i sery żółte (12,3 proc.). Jednocześnie te dwie kategorie w okresie wrzesień 2005 – październik 2006 stanowią łącznie 46,5 proc. wartości sprzedaży nabiału, czyli o 1,5 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. Równie istotną jak jogurty i sery żółte jest kategoria sery białe (23,5 proc. udziału wartościowego w nabiale), która zanotowała wzrost sprzedaży wartościowej o 5,3 proc. Do grup towarowych, których wzrost sprzedaży wartościowej nie był tak dynamiczny należą śmietany (wzrost o 2,2 proc.), mleko UHT (wzrost o 3,2 proc.) i sery topione (1,9 proc.).

Z badań ACNielsen wynika, że zmianie ulega także lokalizacja sprzedaży kategorii nabiałowych. Coraz większą cześć sprzedaży przejmują placówki handlu nowoczesnego. Sklepy wielkopowierzchniowe w okresie wrzesień 2005 – październik 2006 odpowiadały za ponad połowę sprzedaży wartościowej dla wszystkich analizowanych kategorii poza śmietaną i serami topionymi. Dla jogurtów było to 58 proc. (wzrost o 3 punkty procentowe vs. wrzesień 2004 – październik 2005), dla serów żółtych 66,6 proc. (wzrost o 4,6 punktu procentowego), dla serów białych 53,4 proc. (wzrost o 4 punkty procentowe i dla mleka UHT 59,9 proc. (bez zmian).

Od dawna mleko jest cenionym kosmetykiem. W starożytności wiele kobiet wierzyło, że kąpiel w oślim mleku odmłodzi je i upiększy. Należały do nich m.in. Kleopatra oraz żona Nerona, Poppea. W Rzymie popularne stało się także nacieranie skóry chlebem namoczonym w mleku. Był to jeden z pierwszych naturalnych peelingów ciała. Wiara w upiększającą moc mleka przetrwała do czasów nowożytnych. W oślim mleku kąpała się George Sand, przyjaciółka Chopina, zaś Elżbieta Austriacka i Maria Antonina, by zachować urodę, codziennie piły maślankę.

Mimo tego, że handel tradycyjny wciąż pozostaje najważniejszym kanałem sprzedaży dla śmietan (40,3 proc. w okresie wresień 2005 – październik 2006) i serów topionych (43,1 proc. w okresie wrzesień 2005 – październik 2006), jego znaczenie ulega osłabieniu (spadek o 2,4 punktu procentowego dla śmietan i spadek o 2,9 punktu procentowego dla serów topionych).

- Istotny wzrost znaczenia handlu nowoczesnego dla nabiału jest generowany przez mniejsze placówki tego kanału dystrybucji, jakim są supermarkety. Zmiany te wpisują się w ogólny trend obserwowany na polskim rynku produktów spożywczych – podsumowuje Madej z ACNielsen.

Jacek Wyrzykiewicz
„Nasz kalendarz wypelniony jest nowościami”

Jacek Wyrzykiewicz, PR & Trade Marketing Manager w Hochland Polska

Podstawą naszego działania jest koncentracja na rynkach lokalnych. Jako producent markowych towarów musimy rozpoznawać, co jest ważne dla konsumentów i tak kształtować swoje produkty, by zaoferować optymalną kombinację cech takich jak dobry produkt, cena , opakowanie, promocja i dystrybucja.

Chcemy też zasługiwać na miano firmy innowacyjnej i dlatego nasz kalendarz jest wypełniony planowanymi nowościami – w tej chwili wprowadzamy na rynek dwa produkty bazujące na tłuszczu roślinnym pod marką Hochland, jest to a’ la Brie i a’ la Camembert.

Innowacje w naszej branży są koniecznością, zwłaszcza wyścig dyktowany jest konkurencyjnością i nabrał niespotykanego dotychczas tempa. W tym wyścigu wygrywają tylko najlepsi, na rynku nie ma miejsca na tych, którzy działają bez inwencji. Z moich obserwacji wynika, że wiele firm z branży popada w rutynę.

Musimy też pamietać, że część konsumentów dopiero uczy się odmian i gatunków sera. Większość jest dość konserwatywna, ostrożnie podchodzi do nowości, ale coraz odważniej, co nas cieszy. Polscy konsumenci so coraz bardziej dojrzali, poznali wiele nowych produktów i – wbrew potocznym opiniom – stali się znacznie zamożniejsi. Dzisiaj nie kupuje się już „sera żółtego”, ale określa go rodzajem lub marką.

Dla kogo korona?

Badania przeprowadzone przez instytut MEMRB wskazują jasno liderów rynku. Według udziałów wartościowych na półce z deserami mleczbymi i jogurtowymi króluje Zott. W okresie listopad/grudzień 2005 – wrzesień/październik 2006 aż 49,2 proc. rynku należało do firmy Zott. Na drugim miejscu znalazła się Bakoma z 25,4 procentami, dalej była Campina (11 proc.), Czarnków (4,3 proc.) oraz Nutricia (2,8 proc.). W innej ważnej kategorii – serki homogenizowane i twarogi, zwycięzcą okazał się z kolei Danone. W przeprowadzonych w tym samym okresie przez MEMRB badaniach należało do niego 20,7 proc. udziałów wartościowych wrynku tych produktów. Dalej był Hochland (20,7 proc.), Piątnica (10,3 proc.), Toska Głubczyce (5,2 proc.), Unilever (4,4 proc.) oraz Bakoma (4,1 proc.) i Mlekovita (3,7 proc.). Czołową pozycję utrzymuje Danone także w kategorii jogurtów. Według badań tego samego instytutu przeprowadzonych w okresie od listopad/grudzień 2005 do wrzesień/październik 2006 do firmy tej należało 40,1 proc. udziałów wartościowych segementu. Wiceliderem okazał się Zott z 28,7 proc. udziałów i dalej Bakoma – 15, proc. Tyle samo co marki własne czyli 2,8 proc. wykroiła sobie z tortu Campina.

Wapń jest pierwiastkiem życia. Jeśli go brakuje, czujemy się osłabieni, zmęczeni, dzieci mają wady kręgosłupa i słabe kości, kobiety wcześniej zapadają na osteoporozę. W 99 proc. wapń zmagazynowany jest w kościach i zębach, ale ten jeden procent jest kluczowy, bo dzięki niemu może prawidłowo funkcjonować układ krążenia, mięśniowo-nerwowy i serce. Organizm sam sobie reguluje poziom wapnia we krwi. Gdy go brakuje, pobiera wapń z kości. I odwrotnie - jeśli jego poziom we krwi się podnosi, komórki kostne zamurowują go w kościach, a jest to szczególnie ważne do 25. roku życia. Należy spożywać 800-1200 mg wapnia dziennie w zależności od płci, wieku, trybu życia. To odpowiada czterem plasterkom żółtego sera lub trzem szklankom mleka, lub dwóm szklankom jogurtu, kefiru, maślanki i aż kilogramowi sera białego. Więcej wapnia potrzebują dzieci, kobiety w ciąży oraz Polacy po 50. roku życia.

Zupełnie nowe marki pojawiają się w rankingu mleka. Tu króluje Mlekpol z 29,5-procentowym udziałem wartościowym wśród innych producentów. Kolejne miesce zajmuje Mlekovita Wysokie Mazowieckie (10,8 proc.). Niewiele mniej sprzedają producenci marek własnych. Tu udział w rynku wynosi 10,3 proc. Za nimi znalazły się takie spółdzielnie mleczarskie jak Łowicz (7,3 proc.), Gdańsk Maćkowy (3,1 proc.), Sieradz (2,5 proc.) i Kościan (1,9 proc.).

To takie małe danie

Natomiast instytut MillwardBrown SMG/KRC przyjrzał się grupie serków śniadaniowych. W badaniu TGI w grupie ankietowanych aż 64 proc. przyznawało się do spożywania serków tego typu. Wśród nich największą grupę stanowili jednak ci, którzy po serki homogenizowane sięgają rzadziej niż raz w tygodniu. Było ich aż 33 proc. z delektujących się ich smakiem. Jedynie 4 proc. z przyznających się do spożywania jada te produkty codziennie. Z ankiety wynika, że najczęściej spożywaną przez nich marką serka jest Danio od Danone’a (26,3 proc.) oraz Bakuś z Bakomy (14,9 proc.). Na trzecim miejscu ponownie pojawia się Danone ale tym razem z Danonkami (11,2 proc.). Inne marki spożywane są już zdecydowanie rzadziej. Wśród nich najwyżej plasuje się jeszcze Ostrowia (5,9 proc.)

Zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja wśród fanów twarożków i serków wiejskich w kubeczkach. W badanej przez SMG/KRC grupie znalazło się ich 63.6 proc. ale tylko jedynie 2,1 proc. ze spożywających je, robi to codziennie. Tu zwycięzca okazała się Piątnica. Do spożywania jej przyznaje się 24,6 proc. z jedzących tego typu serki i twarożki. Niewiele mniej bo 20,3 proc. zjada serki Ostrowii a 13,3 proc. Campiny.

Jak powstaje nowe mleko?

Mleko ESL (Extended Shelf Life) jeszcze do niedawna było zupełnie niedostępne na polskim rynku. W Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych ESL stanowi znaczącą kategorię mleka. Sukces swój zawdzięcza nieporównywalnym walorom smakowym i odżywczym w pełni naturalnego mleka.

Mleko surowe, nawet przechowywane w warunkach chłodniczych jest niezdatne do spożycia już po kilkunastu godzinach. Aby wydłużyć czas przydatności do spożycia, mleko jest podgrzewane do odpowiedniej temperatury. W przypadku mleka ESL zaawansowany proces naturalnej mikrofiltracji umożliwia oczyszczenie mleka z niekorzystnych mikroorganizmów, dzięki czemu może być poddane pasteryzacji w niższej niż zazwyczaj temperaturze (max. 72°C).

Tak zaawansowana technologia pozwala zachować wszystko to, co najcenniejsze w mleku - wartości odżywcze, witaminy i składniki mineralne oraz naturalny smak świeżego mleka, nawet przez 21 dni.